Confetti Wine Fest to święto win naturalnych, biodynamicznych i ekologicznych, które co roku odbywa się w Krakowie. Dziś jest nie tylko najważniejszym takim wydarzeniem w Polsce, ale i jednym z najbardziej znaczących w Europie.
Tekst i zdjęcia: Maciej Nowicki
Kiedy w 2019 roku rozpoczynała się historia tworzonego przez Alicję Włóczyk i Bogdana Fałowskiego Confetti Wine Fest, chyba nikt nie przypuszczał, jak bardzo rozrośnie się to wydarzenie (zwłaszcza że dwie z planowanych edycji wypadły wskutek pandemicznych obostrzeń). Dziś jednak Confetti Wine Fest gra w ekstraklasie imprez promujących winiarzy niskointerwencyjnych. Najlepiej świadczy o tym fakt, że po raz kolejny liczba producentów chętnych do wzięcia udziału była większa od logistycznych możliwości organizatorów.

Dwa dni pełne wrażeń
Tegoroczna edycja ściągnęła do stolicy Małopolski ponad setkę wystawców oraz rzeszę osób zainteresowanych – tak z branży, jak i spośród fanów tego kierunku winiarstwa. Od pewnego czasu formuła Confetti Wine Fest pozostaje niezmienna. Festiwal odbywa się w niedzielę w Starej Zajezdni na Kazimierzu, zarówno we wnętrzach wspaniale odrestaurowanego budynku, jak i na placu przed nim.
Sobota przed niedzielną imprezą wykorzystywana bywa na rozmaite, mniej i bardziej formalne „biforki”. W tym roku odbywały się one m.in. w Salute!, Nat Bistro, Karakterze i Fiu Fiu Bistro, oficjalny zaś – Avant Confetti – w Sali, nowej krakowskiej miejscówce eventovej. Tam też miałem przyjemność poprowadzić masterclass o polskim winiarstwie przeznaczony dla zagranicznych winiarzy, którzy byli wystawcami podczas Confetti. Od lat sygnalizowali oni bowiem, że chcieliby poznać nasze wina (rzecz jasna – szczególnie te niskointerwencyjne) nieco lepiej, a to w gorączce festiwalu bywa zwyczajnie niemożliwe. Sądząc po imponującej frekwencji podczas spotkania, zainteresowanie faktycznie było spore. Do zaprezentowanych podczas masterclassu polskich win wrócę w dalszej części tekstu.

Confetti po polsku
Polska scena win naturalnych rozwija się może nie bardzo gwałtownie, ale za to stabilnie – o czym pisałem jesienią zeszłego roku. Producentów jest niezbyt wielu, praktycznie więc każdy (pod warunkiem, że udany!) debiut odbija się w środowisku mocnym echem. Dobrym przykładem tego zjawiska są winnice Bergamuty i Pod Prąd (obie spotkacie zresztą w czerwcu w czasie WWE Polska!). Z drugiej strony stale rosnąca liczba fanów win naturalnych sprawia, że także producenci obecni na rynku dłużej – jak choćby Winnica Marcus – zyskują na popularności.
Właśnie dlatego polskich winiarzy przybywa wśród krakowskich wystawców. W tym roku byli wyjątkowo dobrze wyeksponowani, zajmując miejsce na scenie Zajezdni. Dla osób odwiedzających festiwal staje się to ciekawą okazją do porównań polskich win z tymi z zagranicy. Chodzi zwłaszcza o Czechy i Morawy, Austrię, Słowację czy Niemcy. Dla mnie interesująca była też możliwość spróbowania win naturalnych powstających w Alto Adige z doskonale znanych u nas odmian PiWi – jak solaris, muscaris czy souvignier gris. Prezentowały one kompletnie inny styl niż ten, do którego jesteśmy przyzwyczajeni w Polsce. Dlatego, w drodze wyjątku, do recenzji najciekawszych polskich „naturalsów” dorzucam włoskiego reprezentanta – może stanie się dla kogoś źródłem inspiracji?
Confetti Wine Fest: degustacja win
89 Muscaris Pét-Nat 2025, Nizio Naturals

W ofercie tego producenta mam kilku faworytów w każdym roczniku. Wydaje mi się jednak, że za każdym razem najbardziej czekam właśnie na to wino. W musującym muscarisie Karol Nizio osiągnął perfekcję i nie inaczej jest w najnowszym wydaniu. Rocznik 2025 nie jest może aż tak dojrzały jak poprzednik, ale absolutnie nie brakuje mu soczystości. W aromatach klasyka – kwiaty czarnego bzu, muszkat, cytrusy i skórka jabłka, a do tego jak zawsze świetna orzeźwiająca kwasowość. Jest duża szansa, że wino wyprzeda się równie szybko jak rok temu – fanom producenta (lub stylu) sugeruję więc trzymanie ręki na pulsie.
92 Riesling Blanc de Blancs 2022, Winnica Saint Vincent

Znakiem firmowym tego producenta z Lubuskiego staje się riesling. O jego spokojnej wersji jeszcze napiszę, na razie jednak skupiam się na wydaniu musującym powstającym metodą tradycyjną. Czysty riesling miał tu już kilka wydań. Była np. świetna i orzeźwiająca wersja dojrzewająca na osadzie przez rok, a aktualnie na rynku znaleźć można wino dojrzewające dwa razy dłużej. W Krakowie Wiktoria Rypson i Michał Popiołek przedstawili przedpremierowo wino, które na osadzie spędziło aż 36 miesięcy. Przyznam, że zrobiło niesamowite wrażenie! Degorżowane w marcu tego roku, ma 3 gramy cukru resztkowego i świdrującą wręcz cytrusowość połączoną z nutami skórki zielonego jabłka i odrobiną ziół. Świetne długie musowanie i imponująca kwasowość, a wszystko wsparte na solidnej strukturze i dobrej równowadze. Uwaga! Powstało tylko 277 butelek.
89 J’23, Dom Bliskowice

Przez długi czas podstawowa niemacerowana wersja johannitera z Domu Bliskowice pozostawała w cieniu kultowej Ultry. Obraz ten zaczął się zmieniać wraz z poprzednim rocznikiem, a teraz – kto wie, czy to właśnie ta odsłona nie wychodzi na prowadzenie? Jest tu bowiem wszystko, czego można oczekiwać od świetnie zrobionego wina z tego szczepu. Ma bardzo odmianowy charakter: w aromatach cytrusy, morele i zioła podbite nutami dojrzewania w dębowej beczce (tradycyjnie nieco ponad pół roku). J’23 różni się od poprzedników wyraźniejszą, dużo bardziej cielistą strukturą, za co odpowiada „najsłodsze” jak do tej pory wydanie – wino ma 2 g cukru resztkowego, co dla producenta i tak jest rekordem. Do tego dobrze zaznaczona kwasowość i potencjał dalszego dojrzewania na minimum dekadę.
89 Solaris 2020, Thomas Niedermayr

Ta niewielka rodzinna winnica z okolic Appiano (Alto Adige) znana jest z pionierskiej pracy z odmianami PiWi. To właśnie tutaj znajdują się najstarsze nasadzenia solarisa w regionie pochodzące jeszcze z początków lat 90. XX wieku. Założyciel winnicy, Rudolf Niedermayr, wybrał je z uwagi na możliwość zminimalizowania oprysków, nawet tych ekologicznych. Także proces winifikacyjny zakłada minimalną interwencję. Dziś wszystkie powstające tu wina fermentują spontanicznie na dzikich drożdżach i spędzają minimum 12 miesięcy w beczkach (zwykle wykonanych z akacji lub kasztanowca). Producent jest też cierpliwy i uważa, że warto dać im czas, nim ujrzą światło dzienne.
Właściwie nic, co napisałem powyżej, nie pasuje do solarisów powstających w Polsce (może poza solarisem z Winnicy Kosmos). To wyjaśnia, dlaczego wino z Alto Adige pachnie i smakuje zdecydowanie inaczej. Jest oszczędne, stoi mocno po stronie nut jabłka, skórki cytryny i pigwy, z odrobiną żywicy, ziół i z wyraźną mineralnością. Pomimo sześciu lat na karku to wciąż młodzieniaszek, w dodatku odnoszę wrażenie, że bez problemu przeżyje drugie tyle. Czy doczekamy się kiedyś polskiego wina w podobnym stylu? Mam nadzieję!
89 Gamoń 2025, Winnica Bergamuty

Nowego wydania doczekało się także jedno z dwóch gamay, które powstają w Polsce (drugie w dolnośląskich Winnicach Jaworek). Niezwykły projekt Marty Sieroty opisywałem szczegółowo dwa lata temu i z pewnością powrócę do niego w najbliższych miesiącach – pojawiło się bowiem sporo nowości. Tymczasem przedstawiam jedyne u tej producentki czerwone wino – choć właściwie bliżej mu do klareta. Tym razem nie było maceracji węglowej, zamiast tego wino fermentowało we własnym soku. O ile poprzednikowi bliżej było do soczystego stylu beaujolais, teraz przychodzi mi na myśl cerasuolo. Sporo tu wiśni i malin, są też żurawiny i korzenne przyprawy oraz orzeźwiający, pełen czerwonych porzeczek finisz. Lekka budowa i ogólny styl wina aż proszą, by je nieco mocniej schłodzić. Było jednym z hitów sobotniego biforka!
88 Zweigelt barrique 2024, Winnica Żak

Zestawienie wieńczy zdecydowanie najmocniej zbudowane wino. Przyznaję, że nie byłem fanem hybrydowych czerwieni z podkarpackiej Winnicy Żak. Być może podświadomie czekałem na sygnalizowane premiery z odmian winorośli szlachetnej. Rok temu swoją premierę miał pinot noir, ale karty rozdaje tu zweigelt. Powstaje zarówno w lekkiej, bliskiej klaretowi wersji, jak i bardziej skoncentrowanej, dojrzewającej przez rok w dębowej beczce. Mamy tu wszystko, czego można by żądać od wina z tej odmiany winorośli – czerwone i czarne owoce z wiśnią i jeżyną na czele oraz wyraźne nuty czarnego pieprzu. Ten pikantny finisz prowokuje wręcz do łączenia wina z jedzeniem, tym bardziej, że o równowagę zadba też dobra kwasowość. Kolejny bardzo udany zweigelt z polskiej winnicy!
