2026 rok przynosi ze sobą imponujące i ważne dla polskiego winiarstwa jubileusze. Swoje dwudziestolecie świętowała niedawno Winnica Płochockich.
Tekst i zdjęcia: Maciej Nowicki
Winnica Płochockich obchodziła swoje dwudziestolecie kilkanaście dni temu, a miejscem akcji był podsandomierski Daromin. To właśnie tam w 2006 roku miał miejsce właściwy początek Winnicy Płochockich. Słowa „właściwy” użyłem nieprzypadkowo. Pierwsze nasadzenia pojawiły się wprawdzie cztery lata wcześniej, w Gliniku Polskim na Podkarpaciu, ale logistyka dojazdów, warunki klimatyczne i rozwijające się doświadczenie Basi i Marcina Płochockich przesądziły o poszukiwaniu nowej lokalizacji nieco bliżej podwarszawskiego Piaseczna – w którym wówczas mieszkali (historię tę możecie zresztą przeczytać w naszym cyklu #PolskieWinnice). To właśnie dwudziesta rocznica posadzenia pierwszych krzewów winorośli w Sandomierskiem była uroczyście obchodzona przez rodzinę i przyjaciół.
Winnica Płochockich: rewolucje i ewolucje
W ciągu dwudziestu lat parcela i winiarnia w Darominie były świadkami rewolucyjnych wręcz przeobrażeń. Właściciele szybko postawili na rozwój enoturystyki (funkcjonujący na miejscu pensjonat był jednym z pierwszych takich w Polsce). Rozbudowali i unowocześnili przetwórnię. Cały czas uważnie wsłuchiwali się w potrzeby rynku, z jednej strony oddając hołd tradycji, z drugiej – współczesnym trendom (wina z gruzińskich kwewri, pét-naty, musiaki wytwarzane metodą tradycyjną). Wreszcie: weszli na ścieżkę ekologii z elementami biodynamiki – Winnica Płochockich od pewnego czasu posiada już certyfikat ekologiczny.

Co bardzo ważne: nie obawiali się rezygnacji z części uprawianych odmian winorośli. Kolejne szczepy hybrydowe znikają z ich winnicy lub są mocno ograniczane (m.in. sibera, bianca, aurora, marechal foch czy regent), a w ich miejsce pojawia się winorośl szlachetna – riesling, chardonnay, sauvignon blanc czy pinot noir.
Warto dodać, że w dwudziestoletniej obecnie Winnicy Płochockich do głosu doszło kolejne pokolenie – z Basią i Marcinem już od kilku lat pracuje ich syn Piotr (jak widać na poniższym zdjęciu, jak na drożdżach rosną też jego sukcesorzy).

Stare, wciąż jare
W jubileuszowym spotkaniu uczestniczyli ci, którzy przez dwadzieścia minionych lat towarzyszyli winiarzom. Był oczywiście Roman Myśliwiec, od którego porad i sadzonek wszystko się zaczęło. Nie zabrakło pierwszych klientów i dystrybutorów (ukłony dla Winkolekcji, która jest z Winnicą Płochockich praktycznie od początku), znajomych i przyjaciół.

Jak to bywa przy takich okazjach, sięgnięto do archiwum, by spróbować win zarówno kilku-, jak i kilkunastoletnich. Wśród tych młodszych duże wrażenie zrobił Riesling 2017. Mimo że pochodzący z chłodnego rocznika, imponował charakterem odmiany, dojrzałością owocu i klasycznymi petrolowymi aromatami. W dobrej, czystej aromatycznie i całkiem skoncentrowanej formie było też Ro Do 2015, czyli kupaż czerwonych odmian hybrydowych na czele z rondem. Rzecz jasna, jeszcze więcej emocji wywołało otwarcie najstarszych butelek. Nie z każdą los obszedł się łaskawie (Seyval Blanc 2009 szczyt miał już dawno za sobą), ale Sibera 2009 była wciąż zaskakująco pełna wigoru. Największym zaskoczeniem stała się jednak Aura 2010, czyli czysta aurora, która już w momencie powstawania dotknięta została nieplanowaną wtórną fermentacją. Delikatne bąbelki pozostały, podobnie zresztą jak nuty suszonego jabłka i ziół. Był to jeszcze jeden dowód na to, że wiekowe wina z odmian hybrydowych potrafią pozytywnie zaskoczyć.

Zapowiedzi i hity
Płochoccy skorzystali też z okazji, by premierowo lub przedpremierowo zaprezentować kilka nowości. Do niektórych, tymczasem pozbawionych nawet prowizorycznych etykiet, powrócę niedługo, ale już teraz sygnalizuję, że do oferty wraca sauvignon blanc! Rocznik 2023 był półwytrawny, w 2024 roku potencjalny plon został utracony w wyniku wiosennych przymrozków, rocznik 2025 okazał się wreszcie takim, na jaki liczono – wino jest wytrawne, odmianowe, aromatyczne i z bardzo dobrą równowagą. Po raz pierwszy w historii winnicy do sprzedaży trafi zaś dojrzewające w dębowej beczce chardonnay. Rocznik 2024 spędził w niej rok i usatysfakcjonuje wszystkich, którzy w winach tej odmiany prócz owocu szukają też kremowej stylistyki i waniliowo-maślanych aromatów (oczywiście utrzymanych w ryzach). Dwa kolejne wina polecam poniżej.
Winnica Płochockich: na jakie wina warto jeszcze zwrócić uwagę?
88 Chardonnay 2025

Na rynek trafią od razu dwa nowe chardonnay; oprócz opisywanego wyżej będzie jeszcze młodszy rocznik, który dla odmiany dojrzewał wyłącznie w stalowych zbiornikach. Przyznam, że jestem fanem tej właśnie wersji, która stanowi dla mnie – oczywiście z pełną pokorą – materiał na lokalny odpowiednik chablis. Mamy tu świetnej jakości owoc, nuty cytrusów i młodych owoców tropikalnych, odrobinę ziół i mineralnych akcentów oraz doskonale zaznaczoną kwasowość. Mimo wciąż wyczuwalnej młodości, wino robi wrażenie już dziś! Uwaga! Widoczna na zdjęciu etykieta powstała wyłącznie na potrzeby urodzin, butelki przeznaczone do sprzedaży będą mieć już finalną wersję graficzną.
90 Saint Laurent Pet Nat 2025

Drugie z zaprezentowanych win to dla mnie murowany kandydat na hit tegorocznego lata! Jest pierwszym polskim pét-natem z odmiany saint laurent; w barwie zdecydowanie bliżej mu do klareta niż do różu. Mamy tu dobre, acz w pełni kontrolowane musowanie, absolutną wytrawność, sporą dozę osadu (można wymieszać przed otwarciem!) i orzeźwiającą kwasowość. Nos malinowo-wiśniowy, w ustach młode wiśnie, jeżyny i nieco pestek. Właściwie nie ma tu słabych punktów, poza jednym – powstało zaledwie 200 butelek…
