Na początku stycznia tego roku w Łaskawości Tytusa w Warszawie odbyła się premiera win Kamila Barczentewicza. Podczas wydarzenia zaprezentowane zostały nowe roczniki, wśród nich także wina, które w styczniu po raz pierwszy trafiły na rynek z certyfikatem ekologicznym.
Tekst i zdjęcia: Maciej Nowicki
Kamila Barczentewicza znają wszyscy, którzy odwiedzają nasze flagowe wydarzenie, czyli jesienne Warsaw Wine Experience. To właśnie podczas tej imprezy winiarz z Przełomu Wisły koło Kazimierza Dolnego przedstawia przedpremierowo swoje wina z nowych roczników. Jedno z takich win – macerowanego Bursztyna – zdążyłem na naszych łamach zrecenzować.
Cztery-sześć tygodni po dacie Warsaw Wine Experience ma już miejsce oficjalna premiera: zwykle najpierw w Warszawie, a następnie w kolejnych, istotnych dla Barczentewicza miastach.

Ważne rocznice
Frekwencja w warszawskim wine barze Łaskawość Tytusa potwierdzała pozycję i popularność, jaką Kamil Barczentewicz cieszy się wśród wielbicieli polskich win. Mija właśnie dekada od momentu, kiedy ten winiarz po raz pierwszy – jeszcze w warunkach garażowych – wspólnie z tatą zrobił pierwsze wino. Rok później w miejscowości Dobre pojawiły się pierwsze nasadzenia (pisałem o tym tutaj). Oznacza to, że najstarsze krzewy na 11-hektarowej parceli mają już dziewięć lat.
Rok 2026 będzie przełomową datą także z innego powodu. Wiosną rozpocznie się obsadzanie kolejnej parceli. Ta w Podgórzu znajduje się nieco bliżej Wisły (7 kilometrów od winiarni), a na pierwszych trzech hektarach pojawią się przede wszystkim pinot noir i chardonnay – także z myślą o winach musujących produkowanych metodą tradycyjną!

Najcieplejszy i najchłodniejszy rocznik
W czasie degustacji w Łaskawości Tytusa sporo uwagi poświęcono specyfice poszczególnych roczników. Barczentewicz należy do tych winiarzy, którzy bardzo uważnie dokumentują zmiany klimatyczne i ich wpływ na stylistykę poszczególnych roczników, nic więc dziwnego, że także pod tym względem jest prawdziwą kopalnią wiedzy.
Trafiające właśnie na rynek białe wina pochodzą z najcieplejszego rocznika w historii winnicy – pierwsze zbiory rozpoczęły się już 27 sierpnia 2024 roku. Przypominam, że był to rok wyjątkowo katastrofalnych wiosennych przymrozków, które sprawiły, że zbiory były mniejsze o około 35 proc., jednak jakość owocu okazała się znakomita. Dwanaście miesięcy wcześniej zebrano zaś najlepsze jak do tej pory grona odmian czerwonych – degustacja pinot noir z rocznika 2023 nie pozostawia w tym względzie wątpliwości.
Kapryśność klimatu dała jednak o sobie znać w zeszłym roku. Najpierw susza, a później wrześniowe załamanie pogody przełożyły się, dla odmiany, na najchłodniejszy rocznik w historii. 2025 miał jednak swoje plusy. Kamil Barczentewicz po raz pierwszy zdecydował o pozostawieniu na krzewach gron rieslinga z przeznaczeniem na wino lodowe. Udało się je zebrać na początku stycznia. Parametry są więcej niż obiecujące, warto więc już teraz szykować się na przyszłoroczną premierę! Na razie przyjrzyjmy się jednak nowym winom, na które nie trzeba już czekać.
Kamil Barczentewicz: degustacja win
89 Pinot Blanc Béton 2024

Pinot blanc, jedna z flagowych odmian winorośli tego producenta, w najnowszej odsłonie potwierdza, z jak ciepłym rocznikiem mieliśmy do czynienia. To chyba najbardziej dojrzałe (w całej historii producenta) wydanie fermentującego i dojrzewającego w betonowych jajkach pinota. Mamy tu solidną strukturę i połączenie soczystego owocu (jabłko i gruszka), białych kwiatów i nut wapiennych. 13,5 proc. alk. jest dobrze zintegrowane, a dobrze zaznaczona kwasowość odpowiada za świeżość wina i kwiatowo-cytrusowy finisz. Pinot Blanc Béton 2024 robi wrażenie już teraz, a może być jedynie lepiej.
87 Chardonnay Béton 2024

Chardonnay, dojrzewające także w betonowych jajkach (10 miesięcy na osadzie drożdżowym), zrobiło na mnie mniejsze wrażenie przede wszystkim dlatego, że w momencie premiery jest winem mniej poukładanym niż pinot. Na razie stoi bardziej po stronie jabłka i białej brzoskwini, z odrobiną cytrusowych i kwiatowych akcentów. Struktura wina jest imponująca (13,9 proc. alkoholu), równowaga już całkiem dobra, pojawia się też trochę kremowych akcentów. Materiał wyjściowy jest jednak znakomity, jakość owocu i czystość aromatów nie budzi żadnych wątpliwości. Wino potrzebuje jedynie nieco więcej czasu.
90 Pinot Blanc Barrique 2020

Największym zaskoczeniem degustacji było wino-niespodzianka (pod taką nazwą występowało na degustacyjnej liście). Okazało się, że chodzi o pięcioletnie pinot blanc. Producent twierdzi, że aż do tej pory był niezadowolony z jego kondycji – wino ułożyło się dopiero teraz i dla niektórych okazało się najlepszym podczas degustacji.
Na jego styl wpłynęła przede wszystkim dębowa beczka, w które zarówno fermentowało, jak i dojrzewało później przez prawie 12 miesięcy. Początkowo nieco reduktywne, nabierało rumieńców z każdym obrotem kieliszka. A wtedy – tak w zapachu, jak i w smaku – pojawiała się prawdziwa feeria aromatów. Gruszka, białe kwiaty, rumianek, cytrusy, akcenty miodowe i dymne, a do tego charakterystyczna, lekko oleista tekstura. Finisz wręcz naturalistyczny, ale całość znakomita. Na rynek nie trafi wiele butelek, dlatego fanom takich aromatycznych emocji zalecam trzymanie ręki na pulsie.
91 Pinot Noir Dobre Minor 2023

Gwoli ścisłości przypomnę jedynie, że Dobre Minor to niższa etykieta, za którą kryje się pinot powstający z klonów niemieckich. A piszę to dlatego, że każdemu winiarzowi życzę takiej „drugiej etykiety”. Dla mnie to najlepsze wydanie Minora z dotychczasowych. Ma lżejszy styl od poprzedników, w aromatach pojawia się zaś znacznie więcej owocu. Soczystego owocu! Są tu wiśnia, czereśnia i czerwona porzeczka precyzyjnie podbite nutami dębowymi (niecałe 60 proc. wina dojrzewa w beczkach przez 10 miesięcy, pozostała część w stalowych zbiornikach). Całość wieńczy delikatnie ziołowo-ziemisty finisz i świetnie zaznaczona kwasowość. Radosne!
90 Pinot Nor Dobre Major 2023

Powstający z klonów francuskich „wyższy” w hierarchii pinot noir, jest tradycyjnie utrzymany w bardziej burgundzkim stylu. Tradycyjnie też potrzebuje więcej czasu na „rozgrzewkę” i dotarcie do optimum formy. W beczkach dojrzewa nieco większa niż u poprzednika część wina (75 proc.), są to jednak wyłącznie beczki używane. Owoc jeszcze odrobinę pozamykany (na razie wiśniowo-pestkowy), wyczuwa się za to mocniejszą budowę, taninę i wyraźniejszą kwasowość. Mimo tej aromatyczniej oszczędności wino imponuje już teraz – jestem niezmiernie ciekaw, jak będzie się prezentowało za rok.
