Trwa walka o nowy kształt ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. Nowelizacja prawa z 1982 roku jest bardzo potrzebna. Problem w tym, czy jej nowy kształt nie zrujnuje polskiego winiarstwa.
Tekst i zdjęcia: Tomasz Prange-Barczyński
Pośród licznych listów ze świątecznymi życzeniami, które dostałem przed Bożym Narodzeniem, poruszył mnie zwłaszcza ten wysłany z Niemiec. Jeden z ulubionych i szanowanych przeze mnie winiarzy znad Mozeli, Johannes Selbach, podzielił się na koniec roku kilkoma smutnymi refleksjami na temat czasów, w jakich przyszło nam żyć i pracować. Zwrócił m.in. uwagę na falę antyalkoholowej propagandy dystrybuowanej zarówno w mediach społecznościowych, jak i szanujących się tytułach. Przypomniał, że na łamach renomowanego dziennika Süddeutsche Zeitung pojawił się artykuł, którego autorka nawoływała wręcz do zamknięcia winiarni, co miałoby się rzekomo przyczynić do uratowania wielu ludzkich istnień.
Wino to tradycja i kultura
Johannes, członek społeczności liczącej tylko nad Mozelą 2400 winogrodników i półtora tysiąca winiarzy, czytał te słowa z niedowierzaniem. Dla niego winiarstwo to nie tylko sprawa pracy wielu pokoleń, ich sposób na życie i podstawowe źródło utrzymania. To także kwestia tradycji i kultury. Selbach przypomina, że od tysięcy lat wino towarzyszy człowiekowi jako napój społeczny, łączy się z jedzeniem, pobudza wartościowe rozmowy, stymuluje sztukę, staje się inspiracją do nowych spotkań. Trudno się z nim nie zgodzić. Zwłaszcza jeśli od ćwierć wieku pisze się o winie, towarzyszy winiarzom w ich znoju i doświadcza wszystkich przeżyć wspominanych przez Niemca.
Tak, trudno nie zgodzić się również z faktem, że wino to alkohol, którego nadmierna konsumpcja prowadzi do zguby. Tak jak szkodliwa jest każda przesada. Przez wszystkie lata swojej pracy uważałem, że współtworzę w Polsce kulturę wina, będącą szerzej częścią kultury stołu. Ta zaś, stawiająca wino w kontekście tradycji, historii i cywilizacji, przyczynia się raczej do umiarkowania, a nie nadmiaru.
Nowy kształt ustawy w Polsce
Tymczasem list Johannesa rezonuje w Polsce. W ostatnich tygodniach przyspieszyły prace nad nowelizacją tzw. ustawy o wychowaniu w trzeźwości. Czas najwyższy, bo obowiązuje u nas relikt z 1982 roku nie przystający do współczesności. Nowe prawo budzi emocje polityków. Wielu próbuje przywdziewać szaty godne pierwszych członkiń Kobiecej Krucjaty, która doprowadziła do wprowadzenia prohibicji w USA w 1919 roku. Mnóstwo kwestii wymaga rzeczywistej regulacji: małpki, alkotubki, nadmierna dostępność, od stacji benzynowych, po sklepy całodobowe. Wreszcie dzikie działania marketingowe, a więc tzw. promocje. I to właśnie to, z pozoru niewinne słowo, stało się przedmiotem sporu.
Projekt nowelizacji autorstwa Nowej Lewicy i Polski 2050 promocji zabrania. Czy promocją jest jednak akcja pod hasłem „kup sześć browarów, a drugie sześć dostaniesz za free”, albo zabawa w szukanie nagród pod kapslami czy zakrętkami („im więcej kupisz, tym większa szansa na wygraną”)? A może także komentowana degustacja wina, festyn winiarski czy dni otwartych piwnic, w czasie których enoturyści mogą odwiedzać producentów? Pole do interpretacji wydaje się zbyt duże.

Dlatego zrzeszająca producentów Izba Win Polskich przygotowała uwagi wyłączające z terminu „promocja” przekazy informacyjno‑kulturalne, czyli, cytuję, treści o charakterze historycznym, kulinarnym, edukacyjnym, kulturalnym lub turystycznym, odnoszące się do wyrobów winiarskich, ich tradycji i dziedzictwa, a jednocześnie nie zachęcające do kupowania lub nadmiernej konsumpcji alkoholu.
Czym jest „promocja” wina?
Drugie wyłączenie to wydarzenia enokulinarne w rozumieniu publicznych imprez edukacyjnych, enoturystycznych lub o charakterze turystyki kulinarnej.
Pomysłów na wychowanie w trzeźwości jest oczywiście o wiele więcej, jednak z mojego punktu widzenia właśnie nadmiernie szeroka interpretacja terminu „promocja” może sprawić, że już wkrótce nie weźmiecie udziału w swoim ukochanym festiwalu winiarskim, nie odwiedzicie lubianego producenta, nie pójdziecie na w kurs łączenia wina z potrawami.
Na razie polskich winiarzy wsparł PSL, proponując własny projekt nowelizacji uwzględniający postulaty producentów. Zapewne politycy także i innych partii – od lewa do prawa – przyjdą z pomocą. Tak jak i nie zabraknie dogmatycznych przeciwników. Warto tylko pamiętać, że im bardziej skrajne restrykcje, tym sprytniejsze sposoby ich omijania. We wszystkim potrzeba umiaru, o co dzisiaj proszę szczególnie.

Przeczytajcie także tekst tego samego autora pt. Polskie wino w sieci. Do zalegalizowania!
