Jeden z najstarszych lubuskich producentów – Winnica Julia – przez lata przyzwyczaił nas do stylu pełnego słodyczy. Ci, którzy mieli okazję spróbować win z rocznika 2025, nie kryli więc zaskoczenia.
Tekst i zdjęcia: Maciej Nowicki, zdjęcie na okładce: Winnica Julia
Cukier resztkowy w winie dzieli polskich konsumentów co najmniej w takim samym stopniu jak polityka czy piłka nożna. Jedni uważają go za zło i unikają wszelkich win określanych mianem „półwytrawne” lub „półsłodkie”. Inni uznają jego brak za dyskwalifikujący; dla nich wino bez cukru resztkowego nie zasługuje nawet na spróbowanie. W ślad za tym podziałem często podążają sami producenci – jedni idą zdecydowanie w kierunku wytrawnym (czy nawet ultrawytrawnym), sercu innych bliższe są wina słodsze. Ta druga opcja często (choć nie zawsze) jest przekonana, że sprzedaż całego rocznika nie będzie żadnym problemem. Przejścia pomiędzy obozami zdarzają się rzadko – ale nie są niemożliwe. Przypadek taki miał miejsce niedawno, a stało się to w okolicach Zielonej Góry.

Dwie dekady historii
Roman Grad należy do grona nestorów lubuskiego winiarstwa. W 2004 roku wspólnie z żoną Małgorzatą założył Winnicę Julia w Starym Kisielinie koło Zielonej Góry (dziś to już część administracyjna miasta). Mała parcela – 0,3 ha – powstała obok domu właścicieli. Trzy lata później zaczęto przyjmować tu pierwszych gości. Sprzedaż wina nie była jeszcze wówczas możliwa (ogólnopolskie przepisy zmieniono dopiero rok później), dlatego koncentrowano się na opowieści o procesie winifikacji i późniejszej degustacji. Można więc śmiało napisać, że enoturystyka funkcjonowała tu na długo przedtem, zanim stała się w Polsce modna.
W 2014 roku na terenie tzw. Winnicy Samorządowej (ponad trzydziestohektarowej parceli w Zaborze; szerzej opisywałem ten projekt choćby tutaj) Gradowie wydzierżawili trzyhektarową działkę obsadzoną m.in. johanniterem, muscarisem, solarisem, traminerem, roter rieslingiem, monarchem czy cabernetem cortis. Rok później winiarnia formalnie dołączyła do grona zarejestrowanych producentów wina w naszym kraju. Jednocześnie jeszcze mocniej rozwinęła się jej część enoturystyczna. Na terenie przydomowej winnicy funkcjonować zaczął Park Miniatur Historycznych Obiektów Winiarskich. Znajdują się tam wykonane techniką modelarską i rzeźbiarską miniatury obiektów związanych z winiarskimi tradycjami dawnej Zielonej Góry (a właściwie Grünbergu, jak wówczas nazywało się to miasto), które do dziś budzą ogromne zainteresowanie (eno)turystów.

Własny styl
Styl win produkowanych przez Romana Grada nie zmieniał się przez lata. Chyba najłatwiej byłoby określić go słowem: „bezpieczny”. Wina były bardzo owocowe, zwykle podbite solidną porcją cukru resztkowego, nie wymagające raczej głębszej analizy sensorycznej, ale niewątpliwie pożądane przez wszystkich, którym z wysoką kwasowością nie jest po drodze. Nie ukrywam – nie był to mój styl. Zarazem jednak niezmiennie szanowałem (i szanuję nadal) Romana Grada za to, że nie przejmował się specjalnie opiniami winiarskich krytyków. Ważniejszy był głos konsumentów, którzy głosowali i portfelem, i frekwencją – domek producenta w czasie Winobrania nigdy nie narzekał na brak zainteresowania.
Kilka lat temu, kiedy na rynek trafił świetnie poukładany słodki muscaris, producent po raz pierwszy przyciągnął moją baczniejszą uwagę. Po raz drugi stało się to na początku lipca tego roku, gdy jedno z flagowych win Grada – Bachusowe – zdobyło Złoty Medal w czasie konkursu Winobranie. Radość z tego faktu zdążyłem już zresztą wyrazić. Wówczas wydawało mi się, że Bachusowe jest po prostu wyjątkiem w bezpiecznej ofercie Winnicy Julia. Tymczasem historia okazała się zupełnie inna.

Drugie pokolenie wkracza do gry
Roman Grad już od pewnego czasu zastanawiał się nad przekazaniem winnicy i winiarni w młodsze ręce. Ponieważ jego syn Jacek wraz z partnerką (obecnie już żoną) Katarzyną Redą przebywał za granicą, w pewnym momencie w grę wchodziła nawet sprzedaż całej działalności. Ostatecznie jednak młode małżeństwo zdecydowało się na powrót do Polski i kontynuowanie winiarskiej tradycji. Jak mówił mi Jacek: „Byłoby zwyczajnie szkoda, gdyby po tylu latach winnica trafiła w obce ręce”. Początkowo była nauka, z czasem przejęcie obowiązków na parceli, a od zeszłorocznych zbiorów także w przetwórni. Rocznik 2025 jest pierwszym, za który w stu procentach odpowiadają Kasia i Jacek. Seniorzy oczywiście cały czas służą dobrą radą i wspierają w enoturystycznej działalności, wreszcie mają jednak czas na odpoczynek. A przy tym nie ukrywają dumy z tej sukcesji i „nowego rozdania”. Nie chodzi tu zresztą tylko za odpowiedzialność, ale i jej efekty – choć wina wciąż ozdobione są bardzo klasycznymi etykietami, kryją się za nimi zupełnie nowe historie. Zapraszam na opowieść o nich.
Winnica Julia: degustacja win
85 Wiktoria 2025

Musujące wino produkowane metodą saturacji. Producenci postawili tu na styl, który zapewnił sukces chociażby Winnicy Łukasz – czyli wino z kilkunastoma gramami cukru resztkowego. Kupaż johannitera i rieslinga ma dość wysoką kwasowość, co sprawia, że prócz soczystych żółtych owoców i kremowej tekstury pojawia się przyjemne orzeźwienie w postaci nieźle zaznaczonej cytrusowej kwasowości. Wierzę, że w kolejnym roczniku słodycz jeszcze spadnie, bo sam styl jest obiecujący.
86 Johanniter 2025

Pierwsze wino, w którym bez cienia wątpliwości czuć już nową rękę. Dobra proporcja 10 g cukru resztkowego i ponad 6 g kwasowości przekłada się na dojrzałe nuty moreli i żółtych jabłek, trochę ziół i pestkowych akcentów, solidną strukturę i dość długi owocowy finisz. Równowaga wszystkich elementów sprawia też, że wino w smaku jest właściwie wytrawne, a słodycz praktycznie niewyczuwalna. Czuć tu jeszcze młodość, jest jednak potencjał na dalsze dojrzewanie, jestem więc spokojny o przyszłość tego wina.
88 Red Riesling 2025

Lubuskie to miejsce, gdzie nasadzeń roter (red) rieslinga jest najwięcej w kraju. Ale jeśli pamięć mnie nie myli – wina w takim stylu jeszcze nie próbowałem. To bowiem z jednej strony stylistyka bardziej znanego brata – wyraźne nuty cytrusowe, limonkowe i ziołowe, z drugiej zaś – wyraźnie zaznaczona kwasowość, odrobina mineralnych akcentów i orzeźwiający finisz. Co więcej, jestem pewien, że czas będzie temu winu służył – czuć tu bowiem naprawdę spory potencjał.
88 Bachusowe 2025

O tym winie pisałem już w lipcu, ale dziś podoba mi się jeszcze bardziej. Kupaż johannitera, solarisa i traminera o praktycznie idealnych proporcjach (7 g cukru resztkowego, ponad 6 g kwasowości) wypełniony jest aromatami moreli, brzoskwini, gruszki i melona; jest tu też trochę muszkatowych akcentów. Do tego delikatnie kremowa tekstura i pestkowo-cytrusowy finisz. Nic nie wybija się na pierwszy plan, a sekretem tego wina jest właśnie równowaga. Pogodzi i fanów wytrawności, i tych, dla których bardziej liczy się soczysto-kremowa dawka owoców.
87 Rose 2025

Powstające z cabernet cortis wino różowe to drugie – obok roter rieslinga – największe zaskoczenie nowej oferty. Na sukces złożyło się tu kilka elementów: dobrej jakości owoc, umiar podczas procesu filtracji (zbyt mocna odziera wino z większości aromatów) i zdecydowana wytrawność. Dołożyłbym do tego przewagę nut jeżynowych i cytrusowych nad paprykowymi (z których cortis przecież słynie) i dobrą cytrusową kwasowość. Aż szkoda, że lato się już kończy – ale przecież po takie wina warto sięgać o każdej porze roku.
86 Emma 2025

O ostatnim z recenzowanych dziś win mógłbym napisać, że jest jedynym reprezentantem wcześniejszego stylu, ale byłoby to zbyt daleko idące uproszczenie. Owszem, mamy tu 32 g cukru resztkowego, ale ponownie – kluczem do sukcesu są równowaga i dobór szczepów. Połączenie solarisa, gewürztraminera i muskata dało wino soczyste, pełne dobrej skoncentrowanej słodyczy, ale dalekie od półsłodkiego banału. Są w nim nuty kandyzowanej brzoskwini i gruszki, trochę muszkatu i czarnej porzeczki, a nawet szczypta korzennych przypraw. Wszystko oparte na kremowej strukturze i długim owocowym zakończeniu. Optymalny partner albo do lekkich deserów, albo do bardzo pikantnych dań kuchni orientalnej.
