To jeden z podstawowych wymogów dorosłości: oczekuje się od nas, że będziemy umieli robić rzeczy, których nigdy nas nie nauczono. Zawiązać węzeł Windsor; wskazać sztućce do ślimaków; zrobić dyg przed królem Karolem. Albo wybrać wino w restauracji.
Inka Wrońska, fot. Jay Wennington / Unsplash
Trafiłam niedawno na filmik nakręcony przez CollegeHumor, komediową platformę z…
Anglicy lubią nazywać się wynalazcami szampana, ale na własne bąbelki czekali aż do końca XX wieku. (felieton, Tomasz Prange-Barczyński)
W dzieciństwie lubimy słodki smak, potem się od niego odwracamy, by w końcu na nowo dać mu się uwieść. I tu otwiera się pole do popisu dla słodkich win.
Stara bordoska butelka pozwala spojrzeć wstecz, jest elementem osadzonym w czasie, ma swoją historię, opowiada o kolejnych pokoleniach ludzi.
W przypadku win naturalnych czasy zmieniają się rewolucyjnie. I nie ma większego znaczenia, czy są to wina naturalne, czy „naturalne”.
Zmiany w winiarstwie zachodzą tak szybko, że podsumowania dezaktualizują się na długo przedtem, zanim weźmiemy się za ich dokonywanie.
Jesienią nachodzi czas na comfort wines, przyjazne wina pocieszenia. Jesienno wino nie jest ambitne, niczego nie udowadnia. Po prostu jest.
Czy zawsze musi być szampan? O winiarskich snobizmach i o tym, że miłość do francuskiego wina musującego czasami bywa trudna.
W mediach doniesienia o nieznośnych upałach na południu Europy, a tymczasem w Polsce woda w Bałtyku w porywach dochodzi do 18 stopni. Porzucam (chwilowo) lekkie rosé i sięgam po wino pocieszenia, odpowiednie na sierpień, który uparł się, że jest październikiem.
Inka Wrońska, fot. Alisa Anton / Unsplash
Marzyłam o długim i upalnym lecie. Takim,…
