Konkurująca z regionem Mittelrhein* o miano najmniejszego regionu winiarskiego Niemiec, Hessische Bergstrasse jest o wiele mniej znana. Win z Bensheim, Heppenheim czy Zwingenbergu próżno szukać w enotekach Monachium czy Berlina, a nawet Wormacji i Heidelbergu. Nie zmienia to postaci rzeczy, że są warte spróbowania.
Tekst i zdjęcia: Tomasz Prange-Barczyński
Byłem okropnie spóźniony. W pociągu z Wiesbaden przeoczyłem przesiadkę w Darmstadt, co kosztowało mnie okrągłą godzinę. Ze stacji w Bensheim szedłem w górę miasteczka, mijając miejscowe corso. Popołudnie przechodziło w wieczór. Ruch zwalniał, choć trudno było mi sobie wyobrazić, żeby mógł być tu kiedykolwiek większy. Bywalcy pubu Am alten Rinnentor sączyli leniwie nie pierwsze już piwko. Mimo końca sierpnia i zbliżającego się zachodu słońca nagrzane powietrze nadal nie pozwalało na głębszy oddech. Wspiąłem się na Grieslestrasse, by pod numerem 34 odnaleźć szeroko rozwarte wrota.
Z początku nikt nie zwrócił na mnie uwagi. W przeciwieństwie do sennego Bensheim, za murem winiarni trwała ożywiona praca. Na dziedziniec zwożono kolejne przyczepy pełne gron, które szybko trafiały do prasy. – Spóźniłeś się? – zdziwił się Niko Brandner zawiadujący winiarnią Griesel & Compagnie – Nie szkodzi! Jak widzisz, mamy co robić – rzucił znad skrzynki ociekających sokiem kiści pinot blanc. Mimo że dopiero kończył się sierpień, do pras trafiały właśnie ostatnie tegoroczne owoce. Upalna końcówka miesiąca zmusiła producentów win musujących do przyspieszenia winobrania.
Na zboczach Lasu Odyna
– Jeszcze zdążymy – krzyknął Niko. Przekazał zadania załodze, zapakował mnie do terenówki i, nie bacząc na zapadający z wolna zmrok, wywiózł na zbocza Odenwaldu powyżej Bensheim. W kilka minut podjechaliśmy pod szczyt Altarbergu, jakieś 200 m n.p.m.

Winnice stanowią tu część parku miejskiego. Jak w całym, liczącym ledwie 462 ha, regionie, podzielone są na liczne niewielkie parcele sąsiadujące z lasami i łąkami. Odenwald to skromne, wciśnięte między Ren, Men a Neckar pasmo górskie. Jego nazwa wywodzi się prawdopodobnie od nordyckiego boga Odyna. Zachodnia część wzgórz znana jest jako Odenwald Przedni, nazywany też Krystalicznym. To tu, na granitowym podłożu skupiają się wszystkie, mocno rozczłonkowane winnice Hessische Bergstrasse.
Popatrzyliśmy na rozbłyskującą coraz jaśniejszymi światłami dolinę odległego o 13 km Renu oraz na pobliski Melibokus, najwyższy (517 m n.p.m.) w tej części pasma szczyt już w czasach rzymskich stanowił punkt odniesienia dla wędrowców przemierzających Strata Montana łączącą Darmstad z Heidelbergiem i Wiesloch, dalej na południu. I wróciliśmy do Bensheim.

– Zanim coś zjemy, spróbujmy kilku win – zaproponował Brandner sięgając po flaszkę sekta. Griesel to winiarnia, która skupia się wyłącznie na produkcji musiaków. Powstała w 2013 roku, gdy należący do kraju związkowego Hessiche Staatsweingüter (znacie ich lepiej z działań w Rheingau, w Kloster Eberbach) wystawili na sprzedaż część XIX-wiecznych piwnic i winnic. Zjawił się prywatny inwestor, a potem przybył Niko.
Trudno uwierzyć, że ten wesoły, umorusany winnym moszczem chłopak ma za sobą krótką, ale jednak, karierę w bankowości. Winiarstwa uczył się najpierw u legendarnego Paula Fürsta we Frankonii, a potem u mistrza sektów, Volkera Raumlanda, w Hesji Nadreńskiej. Owoce na swoje wina Niko dostaje z siostrzanej, należącej do tego samego właściciela winiarni Schloss Schönberg. Tempo degustacji było zawrotne, ale też portfolio skromnej (wydawać by się mogło) winiarni okazało się imponujące.
W ciągu wieczora spróbowaliśmy 15 sektów, z których żaden nie zasłużył na mniej niż 90 punktów. Etykiety takie jak Grande Cuvée Dosage Zero 2019, Blanc de Blancs Dégorgement Tardif 2020 (46 miesięcy na osadzie), Rosé Prestige Extra Brut 2020 czy Granite H Pinot Noir Auerbacher Höllberg Dosage Zero 2019 (i co najmniej kilka innych) sięgały poziomu 95-96. Hessische what? zadałem sobie pytanie, odnajdując się w nieznanym nikomu regionie, do którego wpadłem trochę z ciekawości, a trochę dla satysfakcji „zaliczenia” najmniejszej strefy winiarskiej w Niemczech. Nie spodziewałem się jednak aż takich doznań i to na „dobry wieczór”.


Dobiegała północ, gdy po degustacji zasiedliśmy do roboczego stołu na dziedzińcu winiarni, a na talerzach pojawiło się domowe curry. Dołączyła do nas Rachel, „Rakieta”, winiarka z Parmy, asystentka Niko specjalizująca się w pinot blanc. Bo też większość win Griesel bazuje na trzech pinotach i chardonnay, a nie na dominującym w regionie rieslingu. Dopiliśmy musiaka. Niko i Rachel byli zmęczeni, ale równocześnie wydawali się zadowoleni po długim dniu pracy. Zdążyli ze zbiorami przed zapowiadanym na kolejne dni deszczem.
Chenin z granitu
We środę, 27 sierpnia rano świeciło jeszcze słońce, ale prognozy były nieubłagane. Deszcz miał nadejść wkrótce. Tymczasem większość zakontraktowanych na zbiory pracowników bawiła jeszcze na urlopach i nie kwapiła się z powrotem do Bensheim przed 1 września. W Schloss Schönberg – zajmującym, wbrew nazwie, nowoczesny pawilon wciśnięty miedzy linię kolejową a lokalną obwodnicę – panował pozorny spokój. – Odmiany burgundzkie na sekty już zebraliśmy – poinformował mnie Julien Meissner zarządzający winiarnią. To akurat wiedziałem, bo dotykałem tych gron poprzedniego wieczora na Grieselstrasse. – To wyjątkowo wczesny rocznik – stwierdził enolog. – Nawet riesling na musiaki jest już prawie gotowy, podobnie jak wiele gron na wina spokojne.

Wina w Schönbergu zaczęły powstawać kilka lat później, niż sekty w Griesel. Jednak logistycznie to właśnie dowodzona przez Meissnera firma zajmuje się uprawą winnic zaspokajających potrzeby obu siostrzanych projektów. W sumie 38 ha, z czego 14 obsadzonych jest klonami odmian na wina musujące. – Z jednej strony siedlisko jest świetne. Mamy kilka parceli z krzewami liczącymi między 34 a 38 lat – opowiadał Julien. – Z drugiej pełno w Hessische Bergstrasse zdziczałych winnic i ogrodów. Nikt nie zbiera owoców. Stają się pożywką dla owadów, które potrafią przysporzyć kłopotów. Ale siedlisko jest wyjątkowe – dodał z uznaniem.
Meissner uchodzi za jedną z gwiazd młodego pokolenia niemieckich winiarzy. Pochodzi z Palatynatu, najbliższy był mu zawsze spätburgunder. Może dlatego na miejsce praktyk wybrał Burgundię, gdzie zdobywał szlify w Domaine Dujac. Potem przez kilka lat kierował winiarnią J. Neus w Rheinhessen. Ma rękę do pinotów. Czuć to nie tylko w spätburgunderach (Fürstenlager 2020, Vom Granit 2023, Vom Ranker 2023!!!) ale też w zjawiskowych pinot blanc. Jego Vom Ranker Weissburgunder 2023 może śmiało stawać w szranki z najlepszymi interpretacjami odmiany z Badenii, Austrii czy Alto Adige. W Schönbergu zdegustowałem też w końcu wina z rieslinga, odmiany najpopularniejszej w Hessische Bergstrasse. Zwłaszcza Am Hahnberg 2023 i Im Langen Jakob 2023 wypadły znakomicie.
Julien przyznał, że gdy zaczął zajmować się winnicami Schloss Schönberg z kilku odmian postanowił zrezygnować. Wyciął zatem muszkaty i gewürztraminera. W zamian, zafascynowany winami z Południowej Afryki, posadził… chenin blanc. Wino, które uzyskał, mimo młodego wieku parceli jest genialne: eleganckie, harmonijne, mineralne, nawet jeśli wciąż nieco skromne. Ale będzie tylko lepsze. – Posadziłem też syrah – zaśmiał się Meissner. – W końcu gleba w Hessische Bergstrasse to głównie granit. Na tę degustację przyjdzie jednak jeszcze poczekać.

Zin ze Strata Montana
Uzupełniające się projekty Griesel i Schönberg wymykają się rzeczywistości peryferyjnego regionu. Wielu lokalnych winogrodników wciąż sprzedaje owoce z własnych parceli jedynej na Strata Montana spółdzielni Bergsträsser Winzer w Heppenheim (322 rodziny pracują w sumie na 224 ha, czyli ponad połowie całego areału winnic w Hessische Bergstrasse). Zdecydowana większość win w ogóle nie opuszcza regionu, a utartym sposobem ich sprzedaży są wszelkiej maści sezonowe festyny.
Hannes Rothweiler to jeden z pięciu lokalnych producentów odnotowanych w przewodniku Gerharda Eichelmana Deutschlands Weine. Prowadzi przy winiarni obszerną salę degustacyjną zdolną z pewnością pomieścić pasażerów co najmniej jednego autokaru. Portfolio ma równie rozległe. Oprócz rieslinga i pinotów znalazło się w nim miejsce na auxerrois, lembergera, sankt laurenta, regenta, a nawet zinfandela! Johannes Bürkle z ostatniej z notowanych w regionie winiarni, Simon-Bürkle, tłumaczy, że taki był zawsze profil Hessische Bergstrasse. Sam ze swoich 12 ha połowę przeznaczył na rieslinga, resztę zajmują: silvaner, pinoty, auxerrois, muskateller, lemberger i cabernet sauvignon. Wina trzymają niezły niemiecki poziom, choć trudno wyobrazić sobie, żeby stały się powodem pielgrzymek enoturystów z Niemiec czy zagranicy.
Hessische Bergstrasse: kaszanka i rower
W Bunter Löwe przy Löwenplatz w Zwingenbergu dają świetne ślimaki i jeszcze lepszą kaszankę z patelni w wersji gourmand. I piszę to bez cienia sarkazmu. Można to popić serwowanym na kieliszki sauvignon blanc z Hesji Nadreńskiej albo merlotem z Langwedocji. Jednak pewnie lepiej odświeżyć podniebienie lokalnym piwem, a na degustację wybrać się do Niko czy Juliena. Wina obu młodych enologów są dla mnie wystarczającym powodem, żeby, będąc w okolicy Heidelbergu, Darmstadt czy nieodległych przecież Manheim albo Wormacji, wpaść na dzień, a nawet cały weekend. Strata Montana nie zawodzi wielbicieli trekkingu, są tu też liczne trasy rowerowe dla mniej lub bardziej zaawansowanych. Heska Droga Górska jest najzwyczajniej w świecie bardzo malownicza. Zwłaszcza w sierpniu, zanim zacznie padać.


* Wg danych Niemieckiego Instytutu Wina najmniejszym regionem w kraju jest obecnie Mittelrhein. Liczy 460 ha, czyli o dwa hektary mniej niż Hessische Bergstrasse. Warto jednak pamiętać, że jeszcze w latach 50. XX wieku w Środkowym Renie winnic było aż trzy razy więcej. Tymczasem Heska Droga Górska, jako niezależny region winiarski, wyodrębniła się z Badenii dopiero w 1971 roku. Zawsze miała podobne jak dziś rozmiary.
Interesują was niemieckie wina musujące? Zajrzyjcie także do TEGO TEKSTU.
