Wino coraz częściej staje się przewodnim motywem filmów, a winiarze i sommelierzy ich głównymi bohaterami. Od czasu słynnych Bezdroży powstałych ponad dwie dekady temu nakręcono ich dziesiątki. Najnowszy to amerykański obraz Kto tu jest winny? w reżyserii Prentice’a Penny’ego.
Tomasz Prange-Barczyński, fot. Ira Pavlyukovich / Unsplash
Fajny film wczoraj widziałem. Momentów wprawdzie jak na lekarstwo, za to dużo wina i degustacji, bo też akcja dzieje się w środowisku amerykańskich sommelierów. A raczej adeptów tej sztuki – kandydatów do prestiżowego tytułu Master Sommelier. Film nazywa się Uncorked, w polskiej wersji Kto tu jest winny? i można obejrzeć go na popularnej platformie streamingowej.
Opowiada historię czarnoskórego przystojniaka (w tej roli Mamoudou Athie), który pracując w sklepie z winem łapie bakcyla i zapisuje się na profesjonalny kurs. Wspierają go dziewczyna i matka, ojciec natomiast jest wściekły, liczył bowiem, że Elijah przejmie jego nieźle prosperującą, jednak do bólu prostą i lokalną restauracyjkę, serwującą smakowicie wyglądające żeberka barbecue. Swoją pasją, jak to winni profesjonaliści mają na co dzień, naraża się na głupawe docinki profanów, a rodzina jest przekonana, że chce zostać Somalijczykiem. Co o tyle nie dziwi, że wszyscy bohaterowie filmu słowo sommelier wymawiają z amerykańska somaaaliea. Ważne, że zainteresowanie Elijaha wydaje się bardzo prawdziwe. Bohaterowie posługują się kanonicznym żargonem sommelierskim, co dla mnie zawsze jest trochę sztywne, ale przynajmniej to język techniczny.
Nie ma za to w filmie dętych gadek, z których słyną inne produkcje opowiadające o winie i winiarzach. Wino nie ma bowiem szczęścia do kina.
Ileż to razy widzieliśmy celuloidowych bohaterów, którzy z kieliszkiem w dłoni wypowiadają na temat wina dyrdymały? Bzdury, które byłyby nawet śmieszne jako parodia języka zawodowych degustatorów, gdyby nie śmiertelna powaga, z jaką są głoszone. Być może te sceny drażnią wyłącznie ludzi związanych z winem zawodowo. Dlaczego jednak filmowcom nie przychodzi do głowy, żeby bohater obrazu, który jest, dajmy na to, hutnikiem, wygłaszał z marsową miną tyrady na temat spustu surówki? Akcja tych filmów rozgrywa się zwykle w bukolicznym pejzażu winiarskich regionów, pośród zawsze zielonych winogradów opasujących łagodne wzgórza Toskanii, Burgundii czy innej Napa Valley.
Także i pod tym względem Odkorkowany jest bardziej wiarygodny. Gdy bohaterowi zdarza się pojechać na szkoleniową wycieczkę do Chablis, wokół panuje szarobura zima. Podobnie szaro jest w rodzinnym Memphis Elijaha, a najżywsze kolory ma w filmie wypełniające kieliszki wino. Przypadek? Nie sądzę.
W przeciwieństwie do wielu obrazów ośmieszających – w moim przekonaniu – wino oraz sommelierską robotę, Kto tu jest winny? opowiada ludzką historię, w której wino jest motywem zmian i działania, a nie romantycznym ozdobnikiem.
Mniejsza, że przyszli zawodowcy mają problem z zapamiętaniem zaledwie trzynastu regionów winiarskich Niemiec i w ogóle wiedza teoretyczna, którą przyswajają, jest na poziomie podstawowym, podczas gdy zdolności degustacji w ciemno mają godne mistrzów świata i rozpoznają wina z podziwu godną dokładnością – nie tylko producenta, rocznik i region, ale wręcz pojedynczą parcelę. A najbardziej wiarygodny jest Elijah, gdy sprzedaje swojej przyszłej dziewczynie wino, porównując szczepy do gwiazd hip-hopu. Chardonnay to Jay-Z, pinot grigio – Kanye West, a riesling – Drake. Niestety, nie chodzi o Nicka Drake’a, którego wybrałbym ja. Ważne, że razem z Thanyą stawiamy na rieslinga.
Wy obejrzyjcie ten film, popijając takie wino, które wam najbardziej smakuje.
