Skip to content Skip to footer

Kontrowersje wokół Concours Mondial de Bruxelles, czyli jak zostałem ruską onucą

Czy w czasie pełnoskalowej wojny w Ukrainie wypada zasiadać na konkursie winiarskim do sędziowskiego stołu z jurorami oficjalnie występującymi pod flagą agresora i degustować wina z terytoriów okupowanych? A czy w ogóle wypada ich zapraszać?

Tekst i zdjęcia: Tomasz Prange-Barczyński

Ostatnia edycja Concours Mondial de Bruxelles, jednego z największych konkursów winiarskich na świecie, odbyła się w maju w stolicy Armenii, Erywaniu. Impreza ma swoją renomę i od wielu lat, mimo mylącej nieco nazwy, „podróżuje” po świecie. Poprzednia edycja odbyła się w Chinach, wcześniejsze m.in. w Meksyku, Czechach, Luksemburgu czy Szwajcarii. Od 2022 roku, a więc od początku agresji Rosji na Ukrainę, w konkursie nie brali udziału rosyjscy sędziowie. Nie oceniano też win wyprodukowanych w federacji. Nic w tym wyjątkowego – od czterech lat rosyjscy krytycy, dziennikarze, sommelierzy i producenci nie są oficjalnie zapraszani na niemal żadne imprezy winiarskie w Europie. Z tym większym zdziwieniem, wchodząc do sali obrad tegorocznego CMB w kompleksie sportowym im. Karena Demircziana, spostrzegłem na sędziowskich stołach kilkanaście biało-niebiesko-czerwonych flag z dwugłowym orłem.

Win o nie łagodzi obyczajów

Na moje pytanie do organizatorów, jak to możliwe, że w konkursie sędziują Rosjanie, dostałem odpowiedź, że za zaproszenie tych gości odpowiadają Ormianie i obecność jurorów z kraju agresora była warunkiem organizacji Concours Mondial de Bruxelles w Erywaniu. W publicznej korespondencji z moim włoskim kolegą po fachu, Davide Bortone, szefem platformy winemag.it, który podniósł temat jako pierwszy, dyrektorka wykonawcza Fundacji Winorośli i Wina Armenii, Zara Muradjan, napisała: „zaproszenie naszych rosyjskich kolegów do udziału w konkursie było naszą własną inicjatywą. Szczerze wierzę, że wino ma moc zbliżania ludzi. Dlatego nie uważam, by polityzowanie tej kwestii lub obwinianie kogokolwiek z tego powodu było konstruktywne. Zarówno Rosja, jak i Ukraina to kraje, z którymi Armenię łączą głębokie więzi historyczne, kulturowe i międzyludzkie. Jesteśmy głęboko zasmuceni, że wojna wywołała wrogość tam, gdzie przez pokolenia panowała przyjaźń. Moim zdaniem, naszym obowiązkiem powinno być budowanie mostów wszędzie tam, gdzie to możliwe, a nie pogłębianie podziałów” – skonkludowała Muradjan.

Tyle oficjałek. Za obecnością Rosjan w Erywaniu stoją przede wszystkim twarde fakty ekonomiczne. Aż 80 proc. eksportu armeńskiego wina trafia na rynek federacji. Jego wartość waha się między 12 a 13,5 miliona dolarów każdego roku. Paradoksalnie, dwa tygodnie po konkursie w wyborach parlamentarnych w Armenii wygrała rządząca od 2018 roku partia Nikoli Paszyniana, która zakłada kurs proeuropejski i rozliczenia z prorosyjską opozycją. Tymczasem dzień po zakończeniu Concours Mondial de Bruxelles w Erywaniu, jeszcze przed wyborami, Moskwa wprowadziła embargo na import wybranych win i brandy z Armenii (a także wód mineralnych, kwiatów, warzyw i owoców), tłumacząc decyzję, jak to ma w zwyczaju (patrz wcześniejsze embarga wobec produktów z Gruzji czy Polski) brakiem spełnienia norm sanitarnych. Taka to wdzięczność Wielkiego Brata.

Z ziemi okupowanej

Sędziowie to jedno, wina – drugie. Oczywiście, skoro zaproszono jurorów z Moskwy i Petersburga, nie mogła dziwić obecność win z Krasnodaru i Rostowa. Gorzej, że w selekcji znalazły się także butelki z okupowanego przez Rosję od 2014 roku Krymu. Aż 39 z nich zdobyło medale i wyróżnienia. Na stronie internetowej konkursu prezentowane są nie jako wina rosyjskie, a „krymskie”, co nie zmienia postaci rzeczy, że w ciągu ostatnich 12 lat Rosjanie bądź to znacjonalizowali największe winiarnie (jak np. słynna Massandra) bądź sprywatyzowali uprawy i przetwórnie, sprzedając je najczęściej powiązanym z Kremlem oligarchom. Przypomnijmy, że od lat wina te są objęte embargiem w Unii Europejskiej i Stanach Zjednoczonych.

Oczywiście, jak w każdym konkursie winiarskim, także w CMB wina degustowane są w ciemno, a sędziowie nie mają pojęcia o miejscu pochodzenia próbek. Jak okazało się już po konkursie, żadne z krymskich win nie zostało przedstawione do oceny komisjom, w których zasiadali jurorzy z Ukrainy. Ci zaś nie kryli oburzenia. Jedna z sędziujących w Concours Mondial de Bruxelles Ukrainek, Irina Djaczenkowa, współzałożycielka portalu Drink+ wydała oświadczenie, w którym domaga się zdyskwalifikowania win z Krymu. – Ukraińscy eksperci zostali wykorzystani do legitymizacji działalności rosyjskich okupantów objętej sankcjami na arenie międzynarodowej. Nie dysponowaliśmy i nie mogliśmy dysponować żadnymi informacjami na temat tego, jakie kraje zostały zgłoszone przez komitet organizacyjny. Stanowi to bezpośrednie naruszenie zasad uczciwego partnerstwa i etyki zawodowej – napisała Djaczenkowa i dodała: – Spodziewam się, że ukraińscy sędziowie, którzy zostali mimowolnie wciągnięci w tę międzynarodową kontrowersję, wkrótce złożą oficjalny wniosek o unieważnienie ocen i dyskwalifikację wyników konkursu, przynajmniej w odniesieniu do win krymskich prezentowanych bez flagi Ukrainy. Ze swojej strony wzywam organizatorów do wydania oficjalnego oświadczenia wyjaśniającego, że ukraińscy sędziowie nie brali udziału w ocenie ani przyznawaniu nagród żadnym winom pochodzącym z terytoriów okupowanych lub z Rosji. Sprawiedliwe byłoby również zdyskwalifikowanie wszystkich nagrodzonych win objętych sankcjami, w tym tych pochodzących z tymczasowo okupowanego terytorium Krymu. Dopóki nie zostaną podjęte te kroki i nie zostanie wprowadzony rygorystyczny system zapewnienia zgodności, mający na celu zapobieganie promowaniu podmiotów objętych sankcjami, zawieszam wszelką przyszłą współpracę z Concours Mondial de Bruxelles.

Nie czekając na reakcję CMB ukraińska winiarnia Big Wines Big Art zrzekła się złotego medalu i wyróżnień dla swych win otrzymanych w Erywaniu w proteście przeciwko dopuszczeniu do konkursu win z tymczasowo okupowanego Krymu.

Inna jurorka z Kijowa, Olga Pinewicz z VH Selection, żałuje, że „organizatorzy nie poinformowali nas z wyprzedzeniem, że w konkursie znalazły się wina z Rosji oraz z tymczasowo okupowanego terytorium Krymu. Jako juror międzynarodowych konkursów uważam to za wysoce niewłaściwe. Ponieważ regulamin konkursu opiera się na ścisłej degustacji w ciemno, podczas której jurorzy widzą jedynie rocznik, rzeczywiste pochodzenie win stało się znane dopiero po oficjalnym ogłoszeniu wyników. Pociesza mnie fakt, że dokładnie wiem, jakie wina oceniało moje jury, i mogę potwierdzić, że w mojej sesji degustacyjnej nie znalazły się żadne takie próbki”.

Ja tego szczęścia nie miałem. Już po zakończeniu sesji degustacyjnej w Erywaniu dowiedziałem się, że mojej komisji znalazło się kilkanaście win z Krymu. Nie ma to zresztą znaczenia. Być może, widząc na stołach sędziowskich rosyjskie flagi, należało po prostu odmówić udziału w tej edycji CMB. Niestety, nie zrobiłem tego. I tak, po części nieświadomie, zostałem ruską onucą.

Między 21, a 23 maja, gdy w Erywaniu trwał konkurs CMB z udziałem sędziów z Federacji Rosyjskiej, Moskwa zaatakowała terytorium Ukrainy 124 dronami, zabijając co najmniej dziesięć osób i raniąc ponad 100.

Czy masz ukończone 18 lat?

Ta strona przeznaczona jest tylko dla osób pełnoletnich.

Wchodząc na stronę akceptujesz naszą Politykę prywatności.

E-mail
Password
Confirm Password