Zimowe cięcie winorośli Krzysztofa Fedorowicza nie jest poradnikiem dla winogrodników. To tomik poezji. Wszakże napisany przez winiarza i mocno w winnicach osadzony.
Tomasz Prange-Barczyński
Nie jestem krytykiem literackim. Nie przyszłoby mi do głowy poddawać fachowej analizie wierszy lubuskiego autora zgromadzonych w tomiku „Zimowe cięcie winorośli”. Znam jednak Krzysztofa blisko dwadzieścia lat, znam też dobrze i cenię jego rieslingi i pinoty z Winnicy Miłosz. A i siedlisko w podzielonogórskim Łazie zdarzyło mi się parę razy przejść w tę i nazad.

Widziałem za wzgórzem, na którym w żołnierskim porządku rosną setki tysięcy krzewów winorośli wyłaniającą się wieżę kościoła jak peryskop łodzi podwodnej. Albo żagiel. Znam psa Imbira, tego co znika w zaroślach, by za jakiś czas wrócić na drogę, sprawdzić czy jesteśmy. Którego wyciągnięte przed siebie łapy biegną kiedy śpi.
W ciągu dnia przycinaliśmy tysiąc krzewów,
Krzysztof Fedorowicz, „Zimowe cięcie winorośli”
tak by każdy wydał na świat sześć gron,
co w nowym roczniku przełoży się
na wino skoncentrowane i długowieczne.
Autor Pandemicznej Pomarańczy – to wino, nie tytuł wiersza – zabrał mnie też kiedyś nad Odrę, dziś przezroczystą jak skóra nieboszczyka, co nie ma pulsu, oddechu. Co kilka dni znajduję w mediach społecznościowych zdjęcia winogradu robione przez Krzysztofa z ganku drewnianego domu w Łazie. Są jak kolejne krótkie wiersze. Albo raporty.
„Zimowe cięcie winorośli”: historia opowiedziana przez poezję
Wiem, jak bolało go rozoranie samorządowej winnicy w Zaborze na potrzeby budowy szosy nr 282. Albo zamordowanie wijącej się raptem kilka kilometrów dalej rzeki, czego ślady w Cięciu także można znaleźć. Nie wiedziałem natomiast, jak bardzo ukraińska wojna obecna jest w lubuskich winnicach, odległych przecież od wschodniej granicy 600 kilometrów. Tymczasem oni wojnę mają z tyłu głowy, pod kaskiem, W. pojechała do Lwowa, bo jej mąż w przyszłym tygodniu ruszy na front do Donbasu, podczas gdy w Łazie winna latorośl pnie się do nieba. Bo Krzysztof zna jednego Serhija, który myślał, że do jego wsi nie wejdą Rosjanie, a dziś tam niczego już nie ma; domy zrównali z ziemią. Bo świat jest ogniem. I być może szampan jest ogniem metafizycznym i nie zna linii frontu, za to w Czernichowie ludzkie ciała rozpruwane są bronią kasetową.
W wierszach Fedorowicza intymne subtelności codziennych spostrzeżeń zderzają się z winiarskim konkretem, tytułowym cięciem winorośli, myciem beczek, wypełnianiem ich winem. Nagle spacer z psem, wyprawa rowerem nad Odrę, wysłuchanie wojennych relacji znajomych, stają się częścią nie tylko osobistej historii autora, ale ważnym elementem siedliska.
Zawsze uważałem, że warto pić (i pisać o nich) tylko te wina, za którymi stoi ludzka historia. Dzięki Zimowemu cięciu winorośli znam teraz historię twórcy Winnicy Miłosz odrobinę lepiej.

Zimowe cięcie winorośli, Krzysztof Fedorowicz, Wyd. Pro Libris 2024