Winiarze z Chianti Classico, Montalcino czy Bolgheri bez wytchnienia szlifują poziom swych wiodących rossi. Mimo kłopotów z ocieplającym się klimatem, z roku na rok dzięki ciężkiej pracy agronomów i enologów dostajemy wina najwyższej klasy – zrównoważone, strukturalne, coraz bardziej intrygujące. Czy jednak w słynnym włoskim regionie jest jeszcze miejsce na prostolinijne butelki codzienne?
Tekst i zdjęcia: Tomasz Prange-Barczyński, fot. Consorzio Morellino di Scansano
Sangiovese to twardy orzech do zgryzienia dla typowego polskiego enoamatora spod sztandarów prosecco, pinot grigio i primitivo. Wysoka kwasowość, wyrazisty garbnik, wytrawność do szpiku kości, ani grama (no, może jeden-dwa, tyle co nic) cukru resztkowego – to nie jest ulubiony przepis na czerwone wino między Bugiem a Odrą. Toskania jest OK. Nawet bardzo! Widzimy ją w każdym rodzimym pagórku – w Lubuskiem, w Małopolsce, na płaskim jak stół Mazowszu. I nawet winnica na takim obrazku nie jest konieczna. Ale toskańskie wino? Z tym już gorzej. Mimo wszystko zaryzykuję. W czasie lutowego pobytu we Florencji na dorocznej próbie nowych roczników, Anteprime di Toscana, miałem okazję spróbować co najmniej kilku tuzinów ultrapijalnych win. Na pewno zaspokoją one gusta zarówno fana Apulii, jak i wyrafinowanych admiratorów gran selezione.
Nad morze!
Tak, wiem, powtarzam się. Ale pochwał win z DOCG Morellino di Scansano nigdy za wiele. Malownicze, niewielkie Scansano leży w prowincji Grosetto, zaledwie 20 km od Morza Tyrreńskiego. Klimat jest tu zdecydowanie mniej ostry niż w toskańskim interiorze, bliskość wybrzeża działa łagodząco. Morellino, bo tak wołają tu na sangiovese, daje w takich warunkach wina zdecydowanie łagodne. Trafiają na rynek relatywnie szybko (podstawowe wersje w roku następującym po zbiorach), zachowują więc mnóstwo soczystego i słodkiego owocu. Te właśnie młodzieńcze wersje wydają się najlepszym wstępem do sangiovese. Ale porzućmy już niewiernych. Także miłośnikom poważnych chianti classico i brunello te młodziutkie, pełne werwy wina z pewnością również przypadną do gustu. Zwłaszcza lekko schłodzone. Rocznik 2025, z którego spróbowałem dwóch tuzinów morellino, okazał się bardzo łaskawy. Wina przepełnione są soczystym wiśniowym aromatem, mają łagodne taniny, ale też mnóstwo werwy. Nic skomplikowanego, prawdziwe glu-glu, czyli czysta frajda.

Zwróćcie uwagę na: Morisa z Morisfarms, Spiaggiole z Poggio Maestrino, Mentore z Mantelassi, Roggiano od spółdzielców Vignaioli di Scansano, Forteto z Le Roggaie i wreszcie powłóczyste morellino Provveditore.
Tymczasem DOCG Morellino di Scansano doczekało się nowej regulacji. O jej wprowadzeniu władze lokalnego konsorcjum poinformowały w trakcie florenckiej imprezy Anteprime di Toscana. Od nowego rocznika na rynku będą mogły pojawić się wina z kategorii superiore. Uplasują się one pomiędzy istniejącymi do tej pory annata (mogą wejść na rynek po 4-5 miesiącach po zbiorach) i riserva (co najmniej 2 lata dojrzewania; min. 90 proc. sangiovese). Na rynku będą mogły pojawić się 1 stycznia drugiego roku po zbiorach i tak jak annata muszą zawierać min. 85 proc. sangiovese.
Pośród satelit
Degustacja tzw. zwykłych chianti odbywająca się co roku we florenckiej Fortezza da Basso jest dla mnie zwykle powodem do utyskiwań. To dowód na to, że, przynajmniej w Toskanii, termin classico robi różnicę. I nie chodzi tylko o wyrafinowanie, głębię i długowieczność win z DOCG Chianti Classico oraz brak tych cech w „zwykłym” chianti. Przedstawiane do degustacji wina z DOCG Chianti i tzw. satelickich podstref bywają nie tylko „chudsze w uszach”, ale też zakurzone, nieprzyjemnie pozbawione (w tak młodym stadium) owocu, rozmyte, nijakie.
W czasie tegorocznej próby, gdy dostępne były wina głównie z roczników 2025 i 2024, spośród blisko setki prezentowanych etykiet dało się wyłuskać naprawdę sporo win czystych i godnych wiosennego grilla czy innego rodzaju biesiady. Spełniały swoją funkcję „przyjaciół dnia codziennego” i, znów, odpowiadały formule glu-glu. Warto w końcu pamiętać, że „zwykłe” chianti bywają trzecią, czasami czwartą etykietą renomowanych producentów z bardziej prestiżowych apelacji Toskanii.
Polecam zwłaszcza, z DOCG Chianti Colli Fiorentini: Uggiano i Lanciola. Z Chianti Montalbano Tenuta di Artimino. Z Chianti Superiore: Fattoria La Leccia i Tenuta Sette Ponti (renomowana winiarnia z Valdarno di Sopra). Wreszcie z DOCG Chianti: Castello di Gabbiano i Fattoria San Donato.

Ciliegiolo po japońsku
Na intrygujący pomysł wpadli producenci z toskańskiej Maremmy. Podejrzewając znudzenie degustatorów kolejnymi porcjami fiorentiny, ribbolity, papa al pomodoro czy różnymi wersjami makaronu, zorganizowali prezentację win w nowo otwartej japońskiej restauracji Akira, w sercu Florencji. Pomysł był o tyle trafny, że winiarze nie chcieli chwalić się ani sangiovese, ani popularnymi na wybrzeżu szczepami międzynarodowymi, a rdzenną lokalną odmianą ciliegiolo. A że w menu zamiast rolek sushi były bardziej treściwe specjały dalekowschodniej kuchni, wieczór wypadł znakomicie.

Powierzchnia upraw ciliegiolo, jednego z rodziców sangiovese, spadła we Włoszech w ciągu ostatniego ćwierćwiecza z ok. 3 tys. do 1468 ha. Wzrósł za to jego prestiż i znaczenie. Duża w tym zasługa winiarzy z toskańskiego wybrzeża, apelacji takich jak Val di Cornia, Sovana, Montecucco, przede wszystkim zaś wspomnianej Maremma Toscana. We wszystkich można robić z ciliegiolo wina bądź to jednoszczepowe, bądź takie, w których stanowi ono przewagę. W klasycznych chianti classico czy chianti pełni już tylko rolę uzupełniającą, zwykle na poziomie kilku, kilkunastu procent kupażu.
Tymczasem ciliegiolo potrafi dawać relatywnie lekkie, świetnie kwasowe i przesycone aromatami soczystej, cierpkiej, świeżej wiśni wina. Sprawdziły się m.in. z marynowaną wołowiną bulgogi, sashimi z tuńczyka, węgorzem glazurowanym w sosie kabayaki, morskim węgorzem w tempurze. Pasowały do marynowanych 48 godzin żeberek z rusztu. Jestem przekonany, że równie dobrze poradziłyby sobie z wszelkimi potrawami z klasycznego polskiego grilla. Tym bardziej, że ze względu na relatywnie lekką strukturę ciliegiolo można śmiało chłodzić do 14-15°C. To zaś sprawia, że doskonale nadają się na letnie, ogródkowe party.
Szukajcie przede wszystkim win Sassotondo, winiarni uznawanej za tę, która przywróciła ciliegiolo należne odmianie miejsce w hierarchii – San Lorenzo i Monte Calvo z Maremmy oraz „zwykłej” DOC Sovana. Bardzo smaczne są też ciliegiolo z maremmskich winiarni: Val delle Rose, Poggio ai Quadri, Sequerciani, Tenuta Aquilaia i, oczywiście, należącej do rodziny Mazzei (Castello di Fonterutoli w Chianti Classico) Tenuty Belguardo.
