W madryckim konkursie Bacchus medale zdobywają wprawdzie także wina z Portugalii, Argentyny, Meksyku, Boliwii, a nawet z Czech czy Gruzji. Jednak zdecydowana większość ocenionych i nagradzanych butelek pochodzi z Hiszpanii. Wyniki konkursu dają niezły obraz kondycji hiszpańskiego winiarstwa.
Tekst i zdjęcia: Tomasz Prange-Barczyński
El Pardo (nie mylić z Prado) leży na obrzeżach Madrytu. Swą sielskością i skalą przypomina nieco podwarszawski Konstancin. Trudno dziwić się Henrykowi III Chorowitemu, władcy Kastylii i León, że zdecydował się postawić tu w początkach XV wieku myśliwski zameczek. Rozbudowany w kolejnym stuleciu na polecenie cesarza Karola V Habsburga do rozmiarów pałacu, służył władcom Hiszpanii aż do roku 1885. Potem upodobał go sobie generał Franco. Zamieszkał tu po wojnie domowej i pozostał w El Pardo aż do śmierci w listopadzie 1975 roku. W cieniu majestatycznej budowli i okalającego ją parku mieści się Instytut Kulinarny MOM zajmujący dawny klasztor. To w jego wnętrzach, a konkretnie w sekularyzowanej kaplicy, ocenialiśmy wina nadesłane na tegoroczną edycję konkursu Bacchus.

Prowadzony przez Hiszpańską Unię Enologów konkurs odbywa się pod auspicjami Międzynarodowej Organizacji Winorośli i Wina (OIV) oraz federacji VINOFED od 30 lat. Sędziuje towarzystwo liczące 92 osoby z 27 krajów. Są wśród nich noszący zaszczytne tytuły Master of Wine i Master Sommelier. Bacchus trwa trzy dni, w czasie których oceniliśmy blisko półtora tysiąca win (każda komisja mniej więcej 40 dziennie).
Nuda i emocje
W trakcie trwających około czterech godzin sesji degustacyjnych potrafiłem bezbrzeżnie się nudzić. Działo się to zwłaszcza podczas próbowania długich serii niemal identycznych młodzieńczych (2025) verdejo z Ruedy czy albariño z Rías Baixas oraz win im pokrewnych. Jeśli bowiem myślicie, że wszystkie blancos tłoczone w tych dwóch najmodniejszych dziś w Hiszpanii apelacjach dla win białych są godne zainteresowania, jesteście w błędzie. Sukces obu stylów – owocowo-trawiastego verdejo, będącego iberyjską odpowiedzią na sauvignon blanc oraz cytrusowo-nie-zawsze-mineralnego albariño z nadatlantyckich parceli – doprowadził do stworzenia bezpiecznych, wysoce akceptowanych przez konsumentów modeli. Mieści się w nich lwia część win produkowanych w Ruedzie i Rías Baixas, ale też w pomniejszych denominaciones próbujących podczepić się pod owe trendy, by wymienić tylko galisyjskie Ribeiro.

Trudno jednak wyciągać zbyt daleko idące wnioski. O fascynujących treixadurach z Ribeiro – winach zachwycających mineralnością i wielowymiarowością nie tylko na tle Półwyspu Iberyjskiego, ale całej Europy – pisałem w ostatnim numerze Fermentu. Dzień po Bacchusie pojechałem do Ruedy, gdzie niemal każde z kilkudziesięciu spróbowanych verdejo budziło moje wielkie emocje. Podobnie było w czasie jednej z kolacji w Madrycie. Wówczas w restauracji Sua by Triciclo organizatorzy zaprezentowali ponad dwadzieścia energetycznych, niekiedy bardzo złożonych albariño. Emocje i nuda w tych samych granicach. Oto syndrom dużych, popularnych DO. A może po prostu trafiłem do złej komisji? Ostatecznie bowiem blancos z Rías Baixas zdobyły 5 wielkich złotych medali i 20 złotych, Riberio jeden wielki złoty i 16 złotych, a Rueda jeden wielki złoty i 10 złotych. Co ciekawe, nagrodę specjalną konkursu dla win białych zdobyło dojrzewające w beczce godello z Bierzo.

Nie tylko tempranillo
W nieco oldskulowym, a więc budzącym zaufanie barze El Diario, w sercu stołecznej dzielnicy Cortés, na pytanie o białe wino na kieliszki barman wyrecytował oczywiście dwuwiersz verdejo-albariño. Dla bezpieczeństwa dorzucił chardonnay. Z czerwonych można było wybierać miedzy rioją a riberą del duero. Znam ten schemat z barów w Madrycie, Sewilli czy Sierra Nevada. Liczba próbek nadesłanych na konkurs Bacchus też dobrze się weń wpisuje. Tempranillo rządzi.
Trudno się zresztą dziwić. Ponad 200 tysięcy hektarów obsadzonych tą wiodącą w Hiszpanii odmianą stanowi ponad 20 proc. wszystkich winnic w kraju. Światowa krytyka winiarska odtrąbiła już dawno koniec epidemii chorób wieku dziecięcego, czyli beczkozy i ekstrahozy. Na Półwyspie wciąż jednak nie brakuje nadmiernie waniliowych, do bólu skoncentrowanych tintos na bazie tempranillo. Mają one zagorzałych fanów nie tylko tam: w Polsce ten styl przecież także jest w pewnych środowiskach bardzo lubiany. Na szczęście pośród wielu wcieleń odmiany znalazły się na Bacchusie też wina obliczone na owoc, lżejsze, nie męczące nadmiarem.
Znaczącą część medali zdobyły czerwone riojy (4 wielkie złote i 30 złotych) i ribery (4 wielkie złote i 24 złote). Nie zabrakło jednak medali dla dobrze zrównoważonych monastrelli z Jumilli, mencíi z Bierzo i Valdeorraz, bobali z szerokich okolic Walencji, czy wreszcie soczystych, prostolinijnych i przesmacznych garnachy z mniejszych apelacji takich jak Campo de Borja czy Cariñena (zabrakło, niestety, szerszej reprezentacji win z tego szczepu z lubianego przeze mnie Calatayud). Dziewiątka wytrawnych czerwonych win hiszpańskich nagrodzonych Wielkim Złotym Medalem okazała się dość parytetowa. Obok rioji i ribery del duero pojawiły się wina z Navarry, Empordy, Navarry i Prioratu.
Kieliszek sherry, proszę
Czasy wielkiej popularności jerezu dawno minęły. Nawet w jego mateczniku, Andaluzji, łatwiej dziś o kieliszek wspomnianego wcześniej verdejo, niż lodowatej manzanilli. Gdy kilka lat temu rozentuzjazmowany perspektywą wieczoru w Granadzie, w tradycyjnym, zdawałoby się, barze poprosiłem o una copita de fino, kelner jęknął. Następnie padł na kolana i z najgłębszych czeluści przyziemnej lodówki wydobył butelkę, która być może w chwili otwierania przed dwu czy trzema laty zawierała jeszcze sherry fino. Temu co tamtego wieczoru trafiło ostatecznie do kieliszka bliżej już jednak było do zwietrzałego oloroso.
O kryzysie sherry mówią producenci, sommelierzy i konsumenci. Owszem, na madryckim Puerta del Sol wciąż widnieje stara stylowa reklama Tio Pepe, a w czołowych neobistro spróbujecie wybitnych połączeń amontillado z wyszukanymi pinchos. Andaluzyjski specjał z wolna znika jednak ze świadomości nowych pokoleń winomanów.
Na szczęście nie znika z Concurso Bacchus. Miałem wielkie szczęście znaleźć się w komisji dowodzonej przez Fernando Gurucharriego. To dyplomowany enolog i wieloletni szef Unión Española de Catadores, a prywatnie miłośnik i specjalista od sherry. Prawdopodobnie to dzięki jego osobie na nasz stół trafiła seria wytrawnych fino, amontillado i palo cortado. Cała siódemka została przez nas uhonorowana złotymi medalami, spośród których aż pięć to wielkie złote. Winem degustacji i całego Bacchusa 2026 było dla mnie niezwykłe w swej złożoności, elegancji i świeżości rocznikowe Palo Cortado Superior 1970 z winiarni Cayetano del Pino. Jeszcze sherry nie zginęło!

Po trzech konkursowych dniach opuszczałem Madryt z przekonaniem, że Hiszpania nadal ma do zaoferowania dużo więcej, niż się nam wydaje. Winiarze z Półwyspu Iberyjskiego są w stanie zaspokoić zarówno gusta masowe, jak i wyrafinowane oczekiwania enofilów, dostarczyć esencjonalne, podrasowane aromatycznym dębem ciężkie wina czerwone, ale też kompletne, najwyższej klasy musiaki, zwiewne, a przy tym mineralne blancos. A przy odrobinie cierpliwości zwykle znajdziecie też kieliszek albo i butelkę wybitnego sherry.
Nagrody specjalne Bacchus 2026 – Premio Vinofed
Wina białe: Herdad Morán & López, Bierzo, Altos de Talana Paraje 2022
Wina różowe: 1300 Estate, Rosé (Brazylia)
Wino czerwone: Bodegas Alceño, Jumilla, Alceño Selección 2020
Wino musujące: Celler Kripta, Corpinnat, Kripta 1935 2016
Pełne wyniki konkursu powinny wkrótce pojawić się na stronie www.concursobacchus.es. Na razie można sprawdzić tam medale z edycji 2025.
