Wielkopolska Winnica Warto wypuszcza na rynek nie tylko wina firmowane własną nazwą. Tworzy też inne marki własne, które można znaleźć w różnych kanałach dystrybucji. Sprawdzamy linię obecną w Winnicy Lidla.
Tekst i zdjęcia: Maciej Nowicki
Polscy producenci mają różne podejście do obecności swoich win w marketach i dyskontach. Są tacy, którzy od początku wykluczają taką możliwość (konsekwentnie trzyma się tego między innymi Winnica Turnau). Są też inni, którzy nie widzą tu żadnego problemu. W tej drugiej grupie najczęściej dominuje podejście, że dane wino powstaje specjalnie na zamówienie konkretnej sieci lub – w wersji minimum – otrzymuje inną etykietę. (Moim zdaniem – wiem, jestem w mniejszości – przekonanie, że „standardowa” etykieta na półkach dyskontów obniża prestiż wina lub utrudnia jego sprzedaż w sektorze HoReCa, jest w dzisiejszych czasach co najmniej archaiczne).

Różne pomysły, różne sposoby
Jeśli chodzi o zainteresowanie polskim winem, wśród obecnych na naszym rynku dyskontów liderem jest Lidl. Krajowe wina pojawiają się zarówno w jego w sklepach stacjonarnych, jak i na platformie rezerwacyjnej Winnica Lidla (tu polskich etykiet cały czas przybywa – w momencie powstawania tego tekstu było to już 31 różnych propozycji).
Dom Charbielin i Winnica Warto są najbardziej widoczne w obu kanałach sprzedażowych Lidla. Charbielin na sklepowe półki wprowadza markę Złote Góry (którą recenzowałem choćby tutaj), a do Winnicy Lidla – specjalną linię Vinifera. Winnica Warto (dawniej Powiercie) jakiś czas temu zadebiutowała w sklepach winami oznaczonymi jako SOTE, do Winnicy Lidla wprowadziła zaś etykiety oznaczone anagramem tej nazwy, czyli ETOS. Producent nie ukrywa, że o ile w tym pierwszym projekcie znajdziemy wina wyprodukowane specjalnie dla Lidla, to już te kryjące się za marką ETOS powstały jeszcze jako Powiercie. Nowe etykiety dały im niejako drugie życie – zyskaliśmy w ten sposób dostęp do nieco starszych roczników, a tym samym do zdecydowanie lepiej dojrzałych win. Spośród wszystkich dostępnych prezentuję czwórkę, którą polecam w pierwszej kolejności.
ETOS, Winnica Warto: degustacja
88 Souvignier Gris 2022

Od wielu lat powtarzam, że polskie wina są wypijane zbyt wcześnie – zanim zdążą dojrzeć i osiągnąć pełnię aromatów. Kiedyś dotyczyło to głównie win czerwonych, jednak od momentu, kiedy winiarze zaczęli wykazywać wobec nich więcej cierpliwości (m.in. poprzez starzenie w beczkach i butelkach), problem w większym stopniu zaczął dotykać win białych. Tym większą radość daje możliwość spróbowania takiego wina jak degustowany właśnie souvignier gris. Ma odmianowy charakter (nuty jabłek, cytrusów, moreli i odrobina ziół), imponującą strukturę, mineralny sznyt, dobrą kwasowość. Kilka gramów cukru resztkowego dodaje tu ciała, pozostawiając jednak wytrawny charakter. Świetne wino! W dodatku wcale nie powiedziało jeszcze ostatniego słowa.
87 Muscaris 2023

Jestem wiernym fanem tej odmiany winorośli. Cenię ją i za feerię aromatów, i za plastyczność: winiarze mogą robić z niej wina w bardzo wielu stylach. Tutaj (przynajmniej „na papierze”) postawiono na półwytrawność, w praktyce jednak, mimo soczystości i delikatnie wyczuwalnej słodyczy, mamy też optymalną równowagę, o którą zadbała dobrze zaznaczona kwasowość. Aromatycznie bez zaskoczeń – nuty różne, liczi, muszkat i brzoskwinia, do tego delikatne akcenty korzenne. To wino w sam raz do dań orientalnych – szczególnie tych lekko (choć nieprzesadnie) pikantnych.
87 Orange 2023

Maceracja (macerowano skórki souvignier gris) trwała w tym przypadku trzy tygodnie. Później wino trafiło jeszcze na kilka miesięcy do dębowych beczek. Jest aromatyczne, intensywne. Mamy tu jabłko w każdej niemal postaci (skórka, pestki, dojrzały soczysty miąższ, plasterki jabłka suszonego) oraz pigwę i morelę. Do tego zioła, trochę przypraw i herbaciany finisz. Wino nie ma szczególnie długiego zakończenia, ale – to rzadkość – poradzi sobie zarówno jako towarzysz posiłków, jak i w wersji solo.
87 Saint Laurent 2022

Zestawienie kończy wciąż rzadko spotykany w polskich winnicach saint laurent. Producent pozostawił go na ponad rok w dębowych beczkach. Bukiet bardzo odmianowy, charakterystyczny. W nosie pierwsze skrzypce grają żurawina oraz korzenne przyprawy, dodatkowo wzbogacone akcentami oddębowymi (jest odrobina wanilii i tostów) oraz delikatnie pikantnymi finiszem. Wino nie ma nadmiernie rozbudowanej struktury, ale wszystko ma tu swoje miejsce, niczego nie brakuje, nic też „nie wystaje”. Ten saint laurent sprawdzi się świetnie w połączeniach z jedzeniem – zgodnie z sugestią producenta próbowałem go z wołowym carpaccio. Polecam!
