Za nami pierwsza edycja Warsaw Wine Experience: mus. Znakomite musujące wina, ciekawa formuła, świetnie zaaranżowana industrialna przestrzeń – to wszystko przełożyło się na imponującą frekwencję podczas naszej imprezy. WWE: mus, wydarzenie niecierpliwie wyczekiwane przez winomaniaków, okazało się wielkim sukcesem!
Tekst: Maciej Nowicki, zdjęcia: Poduszka

W piątek 13 lutego 2026 roku przestrzeń Bohemy 2.8 na warszawskiej Pradze zamieniła się w klimatyczną, tętniącą rozmowami salę degustacyjną, w której bąbelki grały pierwsze skrzypce, a atmosfera – mimo uchodzącej (niesłusznie!) za pechową daty – była wybitnie radosna. Pierwsza edycja Warsaw Wine Experience: mus przyciągnęła branżę winiarską, pasjonatów win musujących, ale i osoby, które chciały w szampańskim nastroju świętować ostatni piątek karnawału.
WWE: mus – oferta kompletna



Postawiliśmy na skalę i różnorodność, prezentując w jednym miejscu niemal 200 win musujących wytwarzanych wszystkimi znanymi metodami produkcji. Od saturacji, przez nieustająco modne pét-naty i popularną w naszym kraju metodę Charmata (za sprawą prosecco, rzecz jasna), aż po całą feerię musiaków produkowanych metodą tradycyjną. W reprezentacji tej ostatniej kategorii pojawili się wszyscy ważni gracze. Były francuskie szampany, niemieckie sekty, hiszpańskie cavy, włoskie franciacorty czy brytyjskie sparkling wines. Nasze polskie musiaki oczywiście też! Można było udać się praktycznie w każdym geograficznym i stylistycznym kierunku, odwiedzając zarówno stanowiska poszczególnych wystawców, jak i przystając przy obleganym „stole Fermentu” z naszą autorską selekcją.
Jak zwykle, oblegane były „strefy narodowe”. Ambasada Wielkiej Brytanii prezentowała angielskie wina musujące powstające w chłodnym klimacie na kredowych glebach. Z roku na rok musiaki z tego kraju cieszą się coraz większym powodzeniem, także w Polsce. Nic więc dziwnego, że przy stoliku z brytyjską selekcją – m.in. Gusbourne, aktualnie w ofercie Mielżyńskiego – było tłoczno od początku do samego zakończenia imprezy.
Tradycyjnie wyraźnie swoją obecność zaznaczyły też Wines of Germany z doskonałym wyborem niemieckich sektów. Zdecydowaną ich większość znaleźć już można w ofertach polskich importerów. Niemieckie wina robią naprawdę duże wrażenie! Konsumenci doceniają nie tylko coraz dłuższy czas dojrzewania na osadzie, ale i wykorzystywane odmiany winorośli. Pierwsze skrzypce gra wciąż riesling. Na uznanie zasługują też wina oparte o chardonnay, pinot blanc, elblinga czy dobrze znanego w naszym kraju johannitera. Z ofertą Wines of Germany spotkamy się w tym roku jeszcze nie raz, tym bardziej warto zwrócić uwagę właśnie na ich musującą ofertę.

Tego dnia właściwie nikt nie mógł narzekać na nadmiar wolnego czasu. Stałym zainteresowaniem cieszyły się stanowiska poszczególnych importerów, którzy przedstawili imponującą liczbę sprowadzanych przez siebie win. El Catador, Le Barbatelle, Centrum Wina, Natural Rascal i TERROIRyści – każde z tych miejsc gwarantowało, że w klimatycznych wnętrzach Bohemy 2.8 przyjdzie nam spędzić więcej czasu, niż planowaliśmy. Jeśli mogę sobie pozwolić na odrobinę prywaty – Frank John Riesling Brut 2020 od TERROIRystów pozostanie na długo w mojej pamięci!

Polska!
Napisać, że polskie winiarnie były istotnym akcentem Warsaw Wine Experience: mus, to nic nie napisać. Do Warszawy przyjechało dziewięciu producentów: Turnau, Dom Jantoń, Jassa, Natale, Aris, Kępa Wiślicka, Kazimierskie Wzgórza, Smolis i Saganum. Wielu przygotowało na tę okazję premiery i przedpremiery win. Rodzime musiaki też miały tego dnia wyjątkową publiczność. Jedni goście, nie znając ich zupełnie, próbowali z ciekawości. Inni, zaznajomieni już wcześniej z polską ofertą, zajmowali się skrupulatną analizą stylów, odmian i roczników.

W obu przypadkach wniosek był taki sam – polskie wina musujące już dawno przestały być tematem niszowym. Dziś 12 miesięcy dojrzewania na osadzie to absolutne minimum. Istotna część prezentowanych podczas WWE: mus win, korzystała z minimum dwukrotnie dłuższego czasu dojrzewania. 24, 36 czy 42 miesiące na osadzie nie są już w Polsce żadną sensacją.
Co nie znaczy, że sensacja w ogóle się nie trafiła. Była nią przedpremiera (!) wyjątkowej wersji wina Platinum z Winnicy Smolis pochodząca z rocznika 2015 i degorżowana kilka tygodni temu. Na takie emocje czekałem!
Liczy się atmosfera
WWE: mus trudno podsumować, posługując się jedynie faktami i liczbami. Najważniejsza była bowiem niesamowita energia i fantastyczna atmosfera. Trudno wyobrazić sobie większą przyjemność, niż obserwowanie gości krążących między stolikami, jak po dobrze ułożonej trasie. Bez zadęcia, bez nadużywania, za to z autentyczną radością odkrywców. Sprzyjała temu także znakomita (nieskromnie mówiąc) scenografia i oświetlenie przygotowane na wieczór. Śmiem twierdzić, że dawno żadne balony nie były fotografowane tak często jak te, które w Bohemie 2.8 imitowały musujące bąbelki.

Ten piątek trzynastego ani przez chwilę nie był pechowy. Przeciwnie: stał się kwintesencją radości i karnawałowej zabawy. Pozostaje nam więc już tylko jedno: zaprosić wszystkich na przyszłoroczną edycję!
